Misje PDF Drukuj Email
Wybrany obrazWybrany obraz"Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku"  (1Kor, 9,16).

O ile dziś Wspólnota Błogosławieństw jest obecna na wszystkich kontynentach i posługuje wśród różnych form ubóstwa, trzeba pamiętać także, że pierwsze lata istnienia nie wróżyły jej takiej rzyszłości.

Oczywiście, pierwsi członkowie Wspólnoty przyjmowali hojnie  bliźnich pragnących modlić się i dzielić wspólnie życie braterskie. Gest ten stanowił wyraz ich wdzięczności za to, co sami otrzymywali do jedzenia i na utrzymanie. Tam gdzie pracowali czuli potrzebę bycia gotowymi do działania na wzór zaczynu chlebowego, ukrytego w ciemnym miejscu, ale mającego siłę podnieść wszystko dyskretnie, bez zbędnego rozgłosu.

Jednak bracia nie wyobrażali sobie wtedy ani rozprzestrzenienia się Wspólnoty w inne miejsca, ani narodzin przeróżnych posług apostolskich. Prawdę mówiąc, pierwsza misja nie była wcześniej zaplanowana. Była wynikiem niespodzianki, nagłego wezwania Ducha Świętego i Kościoła, której nie mogliśmy nie podjąć. Było to w 1980 roku. Otwarcie się na wezwanie narzucało się jako konieczne przedłużenie istnienia Wspólnoty. W końcu, czemu się dziwić? Boża miłość jest zaraźliwa i człowiek, który został przez nią raz pochwycony nie może nie pozwolić jej bardziej promieniować przez siebie. Pragnie by każdy mógł być ogarnięty przez Miłosierdzie, którego on sam codziennie doświadcza. Jest głęboko poruszony przez słowa Jezusa z Ewangelii Mateusza: «  Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie » (Mt 10,8).

Jakże miłość jest pomysłowa! Wprawdzie cierpienia naszego świata są liczne i czasem groźnie ukryte, jednak Bogu nie brakuje pomysłów i środków by im zaradzić, by jego miłość zwyciężyła wszelkie nieszczęście, by ze zła wyprowadzać większe dobro. Krok po kroku, w miarę jak Bóg wzywał Wspólnotę do tej lub innej działalności powstawały różnorakie inicjatywy. Były to zwłaszcza dzieła miłosierdzia, ewangelizacji i formacji duchowej.

Możemy powtórzyć za św. Pawłem: « Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi gdybym nie głosił Ewangelii! » (1Kor 9,16). Bardzo często w początkach różnych posług nie zauważaliśmy całego ich rozmachu ani zasadniczego charakteru jaki sobą przedstawiały.

W 1981 roku czekała na nas Kabinda: chodziło o przejęcie opuszczonego od 20 lat szpitala, w sercu ciernistego stepu afrykańskiego, z dala od jakiegokolwiek miasta. Nikt nie odpowiedział na wezwanie biskupa Kanyamo, którego ambasadorem we Francji była Matka Ancilla. Przygotowywała się ona do powrotu do Zairu (dziś Demokratyczna Republika Konga) zrezygnowana faktem, że żadna wspólnota nie chciała zająć się projektem. Ale Bóg nie powiedział ostatniego słowa i gdy Matka Ancilla żegnała się z bratem Efraimem, Duch Święty wykorzystał sytuację i poruszył serce Wspólnoty. Był to początek misji ad gentes.
Dziś miejsca i formy wielu misji są liczne, a inne właśnie się rodzą. Jesteśmy świadomi, że jest to kropla w morzu potrzeb, ale również wiemy, że tej kropli zabrakłoby gdybyśmy nie wyszli na spotkanie tego, co nam zostało powierzone i o co byliśmy poproszeni. Bóg okazał się wierny posyłając ludzi dobrej woli, środki oraz współpracowników, z pośród których pierwszymi są osoby modlące się za nas.

Zobacz też
co Katechizm Kościoła Katolickiego mówi na temat misji (punkty 849-856)
a także co na ten temat pisał Jan Paweł II w encyklice Redemptoris missio (1990)  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »