Psalm 49
Słowo ze spotknia domowego Fraterni, które odbyło się w Warszawie [23.01.2010]
 

Wspólnota

Strona główna
12_resize.jpg
Advertisement
Advertisement
Na Święta: Bóg się rodzi PDF Drukuj Email
Robert Fijałkowski
 
Uwielbiam patrzeć na Biblijne wydarzenia w kluczu ludzkich reakcji na konkretne wydarzenia. Kiedy czytam Słowa Pisma Świętego często pytam się co Postaci w nim występujące czuły, co myślały. Daje to czasem zaskakujące wnioski i pytania. Pragnę się podzielić refleksją, która jest jak by owocem przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. Najpierw Zachariasz (Łk 1, 5-25) postać dla mnie zaskakująca. Oto kapłan, całe życie studiujący Torę, żyjący nieustannie w obecności Pana, ma okazję wejść do Przybytku Boga. Czeka na tą chwilę od wielu lat. To wielkie wyróżnienie i łaska. Z taką świadomością wchodzi do Świątyni i ... Bóg przekracza Jego oczekiwania.


On już stary, jak sam się określa, jest tu by nie jako podsumować swoje życie z Panem i dla Pana. Tymczasem słyszy głos Anioła, że to co najważniejsze w jego życiu jest jeszcze przed nim. Bóg daje mu dar i to dar przekraczający jego pragnienia. Zachariasz tymczasem widzi w swoim sercu granice. Czeka na Boga po swojemu, czeka na łaskę po ludzku rozumianą, a po ludzku, to najczęściej znaczy nie rozumianą. Zachariasz jest dla mnie człowiekiem nie tylko z krwi i kości, jest duchowy i właśnie dla tego Pan wychodzi mu na spotkanie. Spotyka go jeszcze jedna łaska - milczenie. Jak by zaproszenie do ciszy serca, w której wejść można w głębię oczekiwań i otworzyć się na Obecność, która zawsze będzie większa niż nasze wyobrażenia i oczekiwania.

Z takim myślami staję w Betlejem Judzkim w Domu Chleba. Oczekuję Mesjasza, a widzę małe Dziecię. Oczekuję królestwa mocy, a widzę ubóstwo. Widzę Mesjasza i już wszystko miało być jasne, a tymczasem Święta Rodzina zaprasza do wspólnego przeżywania tajemnicy....

Czego oczekuję od Jezusa, ja konkretnie żyjący, konkretnie kochający, konkretnie uwikłany w emocje, uczucia, pragnienia... w ograniczenia serca.

Bóg się rodzi.

Na jednych z rekolekcji charyzmatyczny kapłan wyszedł do ludzi z takim słowami: "Kochani spotkałem dzisiaj samotną Kobietę, jest w stanie błogosławionym i nie ma domu. Nie ma gdzie się podziać. Czy ktoś zechciał by przyjąć ją do siebie, zaopiekować się do czasu rozwiązania. Może ktoś z was znajdzie choć niewielkie miejsce. Ona czeka tu w zakrystii". W kościele cisza. W końcu ktoś wstaje z ławki, podchodzi, nieśmiało podnosząc rękę. Kapłan się uśmiecha, każe kobiecie poczekać w prezbiterium, a sam idzie do zakrystii skąd przynosi figurę Niepokalanej. Wręcza ją kobiecie i z uśmiechem prosi o opieką nad Nią...

Łzy jeszcze dziś cisną się do oczu na wspomnienie o tym wydarzeniu, które znam z opowiadań mamy.

Życzę sobie i nam wszystkim postawy Zachariasza. Autentycznej wiary w ludzkiej kondycji. Wiary stawiającej pytania, ośmielającej się mieć oczekiwania i pragnienia. Daj mi Panie łaskę ciszy bym zrozumiał, czym są dary, które dajesz i łaskę ich przyjęcia. Daj nam Jezu pokorę tak potrzebną by Cię przyjąć takim jaki jesteś, większy niż nasze oczekiwania.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »